Kontakt

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, sprawy, propozycje - piszcie:
e-mail: cottien@gmail.com
gg: 8279084

sobota, 15 września 2012

To się chyba nazywa 'reklama'...

Kilka kwestii, o których warto wspomnieć:
Za tydzień, 23. września odbywa się prowadzona przeze mnie akcja Ciasto w Miasto, serdecznie Was wszystkich zapraszam!
Generalnie chodzi o to, że sprzedajemy wegańskie słodkości a zebrane pieniądze idą na zwierzaki :). Można też zgłosić się do przygotowania, wystarczy napisać maila na adres karolina.a@viva.home.pl
Akcja odbywa się w Warszawie, w restauracji Surya :).
Więcej szczegółów tutaj. i na fanpage'u Ciasto w Miasto

6. października odbywa się Veggie Parade w Krakowie, na które się z resztą wybieram :). Super idea generalnie, trzeba pokazać ile nas jest, że jesteśmy siłą :). Po paradzie odbędzie się festyn, zapowiada się dużo atrakcji... Przybywajcie tłumnie i głoście dobrą nowinę dalej:)

Do tego polecam Wam głosowanie w konkursie na miss wegetarian! Wszyscy uczestnicy są do obejrzenia tutaj.

Niebawem postaram się wrzucić jesienne przepis :)

Pozdrawiam, Cottie :)

czwartek, 6 września 2012

Zapiekanka warta grzechu!

Szybciutki post, bo muszę wracać do nauki, ochrona przyrody sama do głowy nie wejdzie...
Pracuję teraz sporo i na niewiele rzeczy mam czas, opuściłam się na bloggerze, nie piszę od 2 miesięcy tutaj, nie wspomnę już o setkach nie przeczytanych postów innych blogerów :(... Ale dzięki tej pracy mogę sobie pozwolić na zakupy w sklepach z wegańską żywnością, wcześniej raczej tego nie robiłam...
W każdym razie do tej pory spróbowałam bitej śmietany sojowej w sprayu*, wegańskich lodów rożków no i dzisiaj kupiłam karob i sery...Teraz  właśnie o tym serze wegańskim będzie...
Od bardzo niedawna w Evergreenie dostępna jest nowa marka, o której do tej pory nigdy nie słyszałam: Veganline! Mamy 5 smaków do wyboru, ja zdecydowałam się na mozarellę i naturalny. Słyszałam z różnych źródeł, że są świetne i nie mogłam się już doczekać aby dostać je do łapek własnych... Dziś po pracy odebrałam swoje produkty z siedziby Evergreenu i popędziłam do domu, żeby jak najszybciej wypróbować! Tylko co by tu zrobić? Pierwsza myśl - pizza. Niestety ciasto drożdżowe zbyt długo się robi a ja byłam głodna. Stanęło więc na zapiekance makaronowej (trochę natchnęła mnie Olga). I dobrze, bo wyszła nieziemska :)

Zapiekanka makaronowa (porcja dla dwóch osób albo dla jednej na dwa dni ;]) 
Składniki:
200 gram makaronu świderki, najlepiej razowego a jak się da to i tri-colore ;)
1/2 opakowania przecieru pomidorowego (zużywanie 'końcówek' z lodówki)
1/2 - 3/4 puszki kukurydzy
1 duża cebula
1 ogromny ząbek czosnku
10-12 pomidorów suszonych, z oleju
olej, woda
przyprawy (papryka, kurkuma, miks do gyrosa, odrobina natki pietruszki suszonej i suszonego lubczyku, pół kostki bulionowej), ziarna słonecznika i mielone siemię lniane
ser wegański mozarella
+ dowolne ulubione dodatki
Przygotowanie:
Gotujemy makaron wg przepisu na opakowaniu (jeśli wyjdzie trochę za twardy - to nic, wystarczy zrobić trochę rzadszy sos i dłużej zapiekać), odcedzamy i przekładamy do żaroodpornego naczynia, polewamy olejem od pomidorów (aby kluski się nie sklejały), posypujemy kukurydzą, słonecznikiem i siemieniem, mieszamy. Siekamy cebulkę i podsmażamy ją do zarumienienia na niedużej ilości oleju, dodajemy pokrojone pomidorki. W garnku przygotowujemy sos: wlewamy przecier, wrzucamy kostkę bulionową, kiedy zacznie się lekko gotować dodajemy trochę wody, przyprawy i zawartość patelni, dusimy 5 minuty, następnie wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek i gotujemy na małym ogniu przez kolejne 2 minuty, przelewamy do makaronu. Wszystko razem dokładnie mieszamy, na końcu posypujemy startym serem. Wkładamy do piekarnika i zapiekamy przez około pół godziny w temp 180 stopni.

Co do samego sera (mozarella)... Jest specyficzny. Kiedy otwiera się pierwszy raz opakowanie czuć zapach ewidentnie serowy! Wiem, bo moja rodzina je ser, mam porównanie. Natomiast później czuć zapach jakby masła, bardzo specyficzny i TŁUSTY. Nie wiem jak zapach może być tłusty ale NAPRAWDĘ jest. Co do smaku... na surowo zupełnie mi nie odpowiada, natomiast po upieczeniu jest smaczny. Myślę, że byłby genialny, gdyby po utarciu wymieszać go z przeciśniętym przez praskę ząbkiem czosnku, stałby się bardzo wyrazisty :). Co do konsystencji - jest dużo lepszy niż inny ser dostępny w Evergreenie (który miałam kiedyś możliwość wypróbować), jest twardy, dobrze się trze, tylko odrobinę łamie w dłoniach. Po upieczeniu niestety nie ciągnie się, nie topi się też zbyt ale to może wynikać u mnie z trochę zbyt wysokiej temperatury na początku pieczenia.
W każdym razie póki co ten produkt w skali od 1 do 5 ma u mnie 3,5. Jutro w pracy poddam go próbie mikrofali, zobaczymy co z tego wyjdzie. Pojutrze prawdopodobnie będę męczyć ju ser naturalny.

Na koniec dwa zdjęcia - śmieszna kawa bananowo-czekoladowa, smaczna ale dziwną formę przybrała (a wszystko przez różnicę gęstości! jak ona śmiała?!), oraz moja propozycja bento na konkurs, jak łatwo można się domyślić nie wygrałam :P.
No dobra, dość już zawracania Wam głowy...
Pozdrawiam i do następnego posta, Cottien

Ah! Prawie zapomniałam! Dziękuję za to, że mnie obserwujecie mimo moich pewnych oczywistych wad :). Dziękuję, że pojawiają się nowe osoby, które mnie obserwują... Mam już 50 śledzących mój blog na bloggerze a niedawno na facebooku 'dobiłam' (raczej Wy dobiliście :]) do 200 like'ujących... WIELKIE DZIĘKI, Kocham Was :)